sobota, 19 grudnia 2009

Pasja zwana pracą



Święta tuż, tuż…Pierwsze płatki śniegu spadły z nieba. Biały puch okrył ziemię. Dziadek Mróz też się o nas zatroszczył, może nawet za bardzo. Zrobiło się bajkowo i oby ten urokliwy krajobraz wytrwał do Świąt i dodał im magicznego uroku,(choć mróz mógłby trochę odpuścić). Z wystaw sklepów uśmiechają się do nas Mikołaje i migocą wesoło kolorowe światełka. No, ale w handlu Bożonarodzeniowe Święta to już trwają od 2 – go listopada:) Ledwie zniknęły z półek znicze, a już na ich miejsce wskoczyły świąteczne ozdoby. Jeszcze trochę i będą stały obok siebie, a jak dla mnie to trochę niesmaczne. Poza tym wydaje mi się, że kiedy „trąbią” o Bożym Narodzeniu tuż po Zaduszkach, to czas między tymi okresami biegnie jeszcze szybciej. A przecież i tak ciągle nam go brakuje.


Żądza pieniądza handlowców robi swoje, ale w ostatnich latach żaden z nich nie skusiłby mnie żadną promocją do myślenia o Gwiazdce na początku listopada. Absorbowały mnie inne wydarzenia. W tym roku dopiero, co uporałam się z przeprowadzką do nowego lokum, które wciąż jeszcze wygląda jakby przeszło po nim tornado.
W ubiegłym zaś byłam w szpitalu i czekałam na wynik rezonansu magnetycznego głowy. Niestety, ale zły los znów się uaktywnił i zrobił mi przykrą niespodziankę pod postacią tykającej bomby zegarowej – tętniaka. Jednakże na mojej drodze pojawili się ludzie, którzy z pasją i sercem wykonują swoje zawodowe obowiązki, za co będę im dozgonnie wdzięczna
Musiałam szybko poddać się operacji, gdyż mój nieproszony gość mógł w każdej chwili pęknąć i się rozlać, a wtedy…
Nie panikowałam przed operacją. Wiele dobrego słyszałam o lekarzu, który miał pokroić moją główkę. Jego nazwisko(Papierz:))również dodawało mi otuchy. Jak daleko płynie sława o Nim przekonałam się, gdy poszłam kupić chustę na głowie, by móc zakrywać nią ogoloną i pozszywaną czaszkę. Ekspedientka, gdy dowiedziała się, w jakim celu dokonuję zakupu, a potem spytała, kto będzie dokonywał tego czynu, powiedziała: „Nie ma się pani, czego obawiać. Idzie pani do dobrego szpitala, gdzie są prawdziwi specjaliści. Operowali tam mojego męża. Postawili go na nogi, a miał poważne problemy z kręgosłupem. A doktor Papiez to fachowiec od tętniaków”.


No i rzeczywiście doktor okazał się fantastycznym człowiekiem, mającym zawsze czas dla pacjenta, potrafiącym uspokoić nawet najbardziej przestraszonych(moją Mamę:)), chętnie odpowiadającym na wszelkie pytania. Ma złote serce i ręce, które na szczęście nie zadrżały. Wszystko poszło sprawnie i bezproblemowo. Widać, że praca neurochirurga i chęć niesienia pomocy jest Jego powołaniem.




Dziś skończyłam dwutygodniową rehabilitację. Spędzałam w przychodni po kila godzin dziennie na ćwiczeniach i zabiegach. I mimo, iż byłam jedyną, „dziestką”(szkoda, że już nie„nastką’) wśród staruszków, to czułam się tam bardzo miło i przyjemnie. A wszystko dzięki paniom rehabilitantkom, które zawsze uśmiechnięte dbają o to, by każdy pacjent został obsłużony szybko, sprawnie i dobrze. Widać, że lubią to, co robią.




Kilka godzin temu wróciłam od mojej stomatolog, która jak zwykle przyniosła ukojenie w bólu i cierpieniu. Jest bardzo delikatna i czasie, gdy łata dziurki tak potrafi „zagadać” człowieka, że ten zapomina, iż siedzi właśnie na fotelu dentystycznym. Od zawsze chciała pomagać innym, no i tak też czyni.


Większe szczęście mam do dobrych lekarzy (choć i z tymi różnie bywało, ale to temat na odrębny post) niż do pracodawców, ale z dwojga złego;) wolę, aby tak pozostało. Strach pomyśleć, co by było gdyby sytuacja wyglądała odwrotnie.


Wielkim szczęściem jest móc robić to, co się lubi i jeszcze dostawać za to pieniądze. Praca jest wówczas nie tylko obowiązkiem, ale również przyjemnością. Staje się nawet pasją.
Wiem, że żyjemy w czasach, w których niestety nie zawsze praca w wymarzonym zawodzie jest możliwa do zrealizowania. Warto jednak starać się dążyć do tego, by móc znaleźć swe miejsce na ziemi, poczuć się szczęśliwym i spełnionym w sferze zawodowej, robić to, co się kocha. Z pasją oraz zgodnie ze swymi umiejętnościami i predyspozycjami zawodowymi.


Ostatnio znalazłam takich ludzi na portalu hey-ho.pl. Ci, co go powołali do życia, to prawdziwi pasjonaci, którzy chcą stworzyć niezależny rynek pracy i pomagać w znalezieniu zatrudnienia tym, co go szukają. Na Szefa Projektu Hey-ho.pl i jednocześnie Admina zawsze można liczyć. Zresztą sprawdźcie sami.


Wiele osób, które zamieściło na hey-ho.pl. swoje ogłoszenie również jest fachowcami w swej dziedzinie. Wiedzą, co chcą w życiu robić, mają swoje zawodowe pasje.


Do moich lekarzy – pasjonatów- fachowców nie będę Was odsyłać. Bo i po co, lepiej bądźcie zdrowi. Za to na ten portal ruszajcie z kopytka już dziś - być może tam odnajdzie Was Wasz przyszły pracodawca.




A jeśli dobrze poszukacie, mnie też na hey-ho.pl. znajdziecie;)

2 komentarze:

  1. Masz rację, praca wykonywana z pasją to skarb. Skarb który czasem ratuje życie.

    Jest takie ludowe przekonanie, że gdy przestajesz pracować zaczynasz umierać, gasnąć. Nie odnosi się jednak ono do tej sytuacji gdy do tzw "fabryki" chodzisz jak na ścięcie, bo musisz, bo inaczej nie miałabyś z czego żyć. Nie odnosi się ono tym bardziej gdy to nielubiana praca jest główna przyczyna Twoich stresów.

    mądrość ta mówi własnie o pracy w zawodzie (niekoniecznie wyuczonym), tej wykonywanej z pasją, umiejetnością a nawet namiętnością. gdy wiemy że jesteśmy w tym co robimy doskonali lub pragniemy się w tym doskonalić. Gdy jesteśmy w niej doceniani lub gdy jest ona tak zgodna z naszymi zainteresowaniami, że nawet takiego doceniania nie potrzebujemy.

    Gdy nie możemy sie jej doczekać, przestać o niej myśleć, gdy każdy problem w niej się pojawiający traktujemy jak wyzwanie. Jak szukanie rozwiazania ulubionej łamigłowki.

    Szczególnie to działa, gdy pasja z jaką podchodzimy do naszej pracy jest porównywalna do hobby, oraz gdy odczuwamy z jej realizaji satysfakcję osobistą lub finansową (najlepiej jedno i drugie).

    A o co chodzi z tym ratowaniem życia?

    Przykłady podpowiada życie właśnie. Znam starszego mężczyznę, Pana Bogusia, który ma 89 lat ale śmiertelnie by sie obraził za nazwanie go staruszkiem. Pan Boguś jest księgowym-pasjonatem. Człowiekiem, który o rachunkowości wie wszystko co mozna wiedzieć. Ma tyle juz lat a wciąż w dobrym zdrowiu, o bystrym umyśle i wyprostowanej czerstwej postawie.

    Dzieje sie tak tylko dlatego (zdaniem jego żony, rodziny i przyjaciół) że wciąż pracuje w tym zawodzie. Jako Główny Księgowy. I to w zakładzie, który działa od lat. Czasy się zmieniały, ci odlecieli - ci przyszli, zmieniła się oficjalna nazwa naszego państwa, zmieniły sie ulice i samochody a Pan Boguś trwa. Żyje tą swoja pracą, przynosi problemy do domu, wychodzi codzień rano o przychodzi wieczorem.

    Jednak, gdyby mu tą pracę zabrano - wysłano na emeryturę - byc może już długo by tego świadczenia nie pobierał. Mówiąc eufemistycznie.

    Praca z pasją ratuje życie.

    Też wiem co to praca z pasją, też zwracam uwagę kto i gdzie taka pasję w swojej pracy wykazuje. Tacy ludzie są odrobine inni, jaśniejsi i bardziej interesujący. Warto być między nimi, a najlepiej wśród nich.

    Napisałaś o zespole hey-ho, i wiesz co, dobrze rozpoznałaś sprawę. Znam ten zespół, Adminów (to nie jest jedna osoba, Ty po prostu piszesz z ich przełożonym) i szefów projektu. To własnie ludzie z pasją. Kiedyś wymyślili sobie ideę, że stworzą takie medium, które będzie promować najlepszych i najbardziej wiarygodnych specjalistów. Bez względu na ich koleje losu, tzw CV, miejsce zamieszkania, wiek, kondycję itd. Bez względu w końcu na to jaki typ umowy chcą zawrzeć. Po prostu najlepszych fachowców w swojej dziedzinie. Tych wykonujących swoją pracę uczciwie i z pasją. Pomysł nie był nowatorski w swej sitocie, bo polegał na poddaniu ich ocenie ich środowiska, ludzi którzy się z nimi zetknęli i dla których cos tam robili. Nowatorstwo polegało na przeniesieniu tej poczty pantoflowej do Internetu. Na budowaniu społeczności internetowej złożonej z wykonawców i ich pracodawców.

    A, że to zaproponowali prawdziwi pasjonaci i na dodatek ma to swoją logikę, ręce i nogi, oraz misję (bo próba stworzenia takiego rynku pracy w internecie to misja) - ja też dałem się w to wciagnąć.

    Rzadko komu wystawiam takie laurki, wierz mi, ale też rzadko kiedy miałem szanse brać udział w tak ważnym i nowatorskim projekcie. A, że i ludzie przyzwoici to pomagam im jak mogę.

    Ty też wyczułaś pismo nosem. I bardzo dobrze. jak pojawiła się szansa by sie rozwijać, to trzeba ja łapać i trzymać mocno. Zwłaszcza, że i blogosfera ma coraz większą siłę rażenia. Doprawdy, nigdy nie wiadomo jak wysoko może zaprowadzić madre pisanie w internecie.

    Pozdro, ŁŁ

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Łazarzu.

    Dziękuję,że ponownie załazikowałeś na skromne strony mego bloga i pozostawiłeś ślad po sobie.
    Pięknie napisane.Nic dodać, nic ująć.Wypadałoby jednak trochę większej liczby słów użyć,prawda?
    A więc,rozwijam się(mam nadzieję,że nie tylko w ocenie Twojego komentarza) :)

    Tak,ludzie z pasją są "jaśniejsi", lśnią niczym gwiazdy.Jakby otaczała ich niewidzialna aura w kolorach tęczy, o zapachu kwitnących fiołków i smaku słodkich truskawek.

    Wydaje też mi się,że każdy pasjonata,którego spotkałam na swej życiowej drodze miał w sobie duże pokłady dobra, spokoju, wewnętrznej harmonii, a także pewności siebie i że to,co robi jest dobre i ma sens. Mieli dystans do niesprawiedliwości tego świata. Wiedzieli, że nie są w stanie go zmienić, ale mogą chociaż w wybranej przez siebie dziedzinie spróbować pchnąć coś do przodu.

    Ja też znalazłam swoją pasję. Jest nią pisanie.
    Zawsze chciałam to robić,ale nigdy nie starczało na to czasu.Dopiero choroba mnie zatrzymała(wszystko w życiu po coś się dzieje) i sprawiła,że obudziły się schowane gdzieś na dnie mej duszy pragnienia i marzenia o tym,żeby przelewać swe myśli na papier(lub ekran monitora):)
    I jeszcze jedna "przypadkowa" w mym życiu osoba.Sprawiła,że znów uwierzyłam,że warto jest mieć cele i marzenia.I pokazała jaką potęgę mają słowa...
    A one mają moc.Potrafią wiele dobrego i złego.Czasem mogą dać więcej ciepła niż czyjeś ramiona, innym razem mogą być zimniejsze od tafli lodu...
    Kiedy piszę, zapominam o całym świecie, który mnie otacza...I choć to dopiero początki,dopiero zaczynam ,to czuję,że to jest to,co chciałabym w życiu robić.Z pasją...
    Pozdrawiam cieplutko w te zimowe dni.

    OdpowiedzUsuń