sobota, 1 maja 2010

1 Maja - Święto pracy...

Drodzy Rodacy:), dziś jest Święto pracy, więc...idę świętować. Wy też odpocznijcie, by ze zdwojoną siłą wrócić do zawodowych obowiązków. Dla uprzyjemnienia tych kilku majowych dni znalazłam dla Was coś specjalnego. Dziś nie będę Was męczyć moimi rozważaniami. Słonecznej i pełnej relaksu majówki;)

piątek, 16 kwietnia 2010

Historia nas oceni

Długo zastanawiałam się czy na swoim blogu poświęconym zagadnieniom pracy, a głownie jej braku powinnam umieścić wpis odnoszący się do tragicznych wydarzeń z dnia 10 kwietnia. Myślałam czy to dobre miejsce, czy powinnam...Na szczęście, i chwała tym, dzięki którym mam taką możliwość, żyjemy w wolnym i demokratycznym kraju i każdy ma prawo wyrażać swoje myśli. A stało się przecież coś, co dotknęło nas wszystkich.

Rzadko oglądam telewizję, ale w minioną sobotę włączyłam moją ulubioną stację, by towarzyszyła mi przy śniadaniu. Sielankową atmosferę w studio przerwała tragiczna informacja, mówiąca iż polski samolot rozbił się w Smoleńsku. Na pokładzie leciała Para Prezydencka oraz 94 wspaniałych ludzi. W jednej chwili odeszło, zgasło wiele wyjątkowych osób z polskiego "świecznika". Lecieli oddać cześć tym, którzy zginęli 70 lat temu w mordzie katyńskim.
Prowadzący zamarli. Ja również. Tłumy Polaków po opublikowaniu tej wiadomości zaczęły gromadzić się pod Pałacem Prezydenckim, by złożyć hołd ofiarom katastrofy. Czas jakby stanął w miejscu.
Od tamtej pory snułam się i nie mogłam opanować napływających do oczu łez, ani żalu w sercu. Jednocześnie poczułam nieodparty strach, który towarzyszy mi nadal i z każdym dniem staje się coraz większy: co teraz będzie z Polską? Gorąco pragnęłam, by to zdarzenie sprawiło, że staniemy się lepsi. Wszyscy: media, politycy i my szarzy obywatele, którzy składamy się na polskie społeczeństwo.

Należę do osób, które wierzą, że wszystko się po coś dzieje i nawet najtragiczniejsze zdarzenia powinny nas czegoś uczyć, by nie popełniać w przyszłości tych samych błędów.
Przez klika dni nasz Naród faktycznie pięknie się zjednoczył. Jak pięć lat temu, po śmierci Jana Pawła II. Zamilkły polityczne spory, ucichły kłótnie, media nie drwiły a szczerze współczuły. Przestano się opluwać.
Nie byłam zwolenniczką Pana Prezydenta, ale materiał, który zaczęto emitować w TV sprawił, że inaczej spojrzałam na Jego postać, której dziś nie ma już wśród nas. Czy nie można było tak wcześniej? Wykreowano wizerunek zimnego człowieka. Szydzono z Niego i szykanowano. Zwracano uwagę na rzeczy mało istotne, by odwrócić od tych naprawdę ważnych.

Z letargu wyrwała mnie dopiero wiadomość, że Para Prezydencka będzie pochowana w najbliższą niedzielę ma Wawelu. Ta informacja znów podzieliła kraj. Wróciły spory. Poczułam niesmak, iż polityka wkroczyła na Wawel. Właściwie to myślałam, że w tym dostojnym miejscu już nie dokonuje się pochówków.
Uważam to za wielce niefortunną decyzję. Może dlatego trudno znaleźć jej pomysłodawcę?
Czy Cmentarz Powązkowski nie jest wystarczająco ważny i piękny dla głowy państwa? Spoczywają na nim ważne dla Polski osobistości. Znajduje się nawet Aleja Zasłużonych.
Ale nie mnie to oceniać. Uczynią to historia i potomni.

Trochę historii(źródło -wikipedia):
Konflikt wawelski nastąpił po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego w maju 1935 r.
Już w 1916 arcybiskup krakowski Adam Sapieha, gospodarz katedry wawelskiej, odmówił Ignacemu Janowi Paderewskiemu pochowania Henryka Sienkiewicza na Wawelu. W roku 1927 zawarł umowę z Piłsudskim, że ostatnim, który spoczął w kryptach królewskich, będzie Juliusz Słowacki, którego prochy sprowadzono w tym samym roku z Paryża do Polski.
Po śmierci Marszałka abp Sapieha po długim namyśle wyraził zgodę na tymczasowe złożenie trumny w krypcie św. Leonarda aż do przygotowania osobnej krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Przez dwa lata kryształowa trumna ze zwłokami Piłsudskiego była miejscem pielgrzymek. Kiedy po dwóch latach krypta była gotowa, najwyższe władze postanowiły jednak pozostawić trumnę w krypcie św. Leonarda. Abp Sapieha wydał wtedy, wbrew władzom państwowym, polecenie, aby przenieść trumnę do przygotowanej krypty 22 czerwca 1937 r. Powiadomił o tym natychmiast gen. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, który dowiedziawszy się o tym, wystąpił przeciw decyzji arcybiskupa. Tak samo postąpił Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz prezydent Ignacy Mościcki.
Rozpoczął się konflikt wawelski, który objął swoim zasięgiem władze państwowe i kościelne, Stolicę Apostolską, radio, prasę, instytucje państwowe, organizacje katolickie i zawodowe. Oskarżano abpa Sapiehę o naruszenie kultu Marszałka i obrazę prezydenta. Żądano zmiany konkordatu, oddania katedry wawelskiej we władanie władz państwowych, pozbawienia Sapiehy odznaczeń honorowych, obywatelstwa polskiego i usunięcia z kraju. Pod naciskiem otoczenia arcybiskup zdecydował się wyjaśnić swoje stanowisko i przeprosić prezydenta za niewykonanie jego życzenia. Konflikt zakończył się po posiedzeniu Sejmu, na którym oświadczono, że arcybiskup krakowski przeprosił prezydenta. Konflikt wawelski miał rangę ogólnonarodową. Abp Sapieha argumentował, że tak postąpić nakazywało mu sumienie i prawo kościelne, według którego jako gospodarz katedry wawelskiej był zobowiązany troszczyć się o tak ważny budynek sakralny.

Będąc w liceum, czytając "Inny Świat" Gustawa Herlinga Grudzińskiego czy "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall myślałam, że jeśli ktoś opisuje coś tak strasznego, to po to, by już nigdy więcej się nie powtórzyło. Tymczasem wojny nadal są. Wciąż giną żołnierze i cywile...
Na tym świecie nadal zbyt wiele jest tragedii, cierpienia, bólu, głodu, przemocy i gorzkich łez...
Każda tragedia jest jak znak STOP, byśmy się zatrzymali i zastanowili dlaczego, choć jesteśmy gatunkiem posiadającym rozum, to z niego nie korzystamy.

Boję się i martwię, co będzie z naszą Polską i tylko dlatego postanowiłam umieścić ten post. Jestem patriotką i jestem dumna, że jestem Polką. Wciąż mam nadzieje, że tragedia w Smoleńsku zbliży nas, zjednoczy. Przecież przyniosła już wystarczająco dużo bólu i traumy!

Z wyrazami współczucia dla Rodzin poległych w sobotniej katastrofie i szacunku, dla tych, którzy w niej zginęli.

                           











sobota, 3 kwietnia 2010

Zdrowych i wesołych Świąt!

Wczoraj wieczorem przed moim blokiem doszło do poważnego wypadku. Kierowca nie wyhamował i zatrzymał się na drzewie. Pogotowie, policja, tłum ludzi...Czyjeś życie wisi na włosku. Czyjeś święta będą pełne smutku, bólu i cierpienia...

Zatrzymajcie się, zwolnijcie. Lepiej się spóźnić niż nie dojechać wcale.


Zdrowych i wesołych Świąt!
Smacznego jajeczka! Bogatego zajączka! Mokrego dyngusa!



                             

czwartek, 1 kwietnia 2010

Dobrej pracy i uczciwego chlebodawcy ze świecą szukać

Wskaźnik bezrobocia rośnie wraz ze słupkiem rtęci na termometrze za oknem. Kryzys zbiera żniwo.
Niestety pseudo pracodawcy, bo trudno nazwać ich inaczej, wykorzystują ten stan rzeczy i coraz częściej dopuszczają się żenujących praktyk. Zachowują się jak bezczelne cwaniaki. Chcieliby mieć tanią siłę roboczą rodem ze średniowiecza.

W ogłoszeniach oszukują, by zwabić do siebie potencjalnego pracownika.
Przykład? W anonsie zostaje umieszczona informacja o przyjęciach na stanowisko pracownika administracji biurowej, a po przybyciu do siedziby firmy okazuje się, że to zwykła akwizycja. Nie mam nic przeciwko tej formy zarabiania na życie(sama próbowałam w tym piecu chleb upiec, ale wyszedł zakalec;)). Są nawet ludzie, którzy się w tej roli dobrze czują i odnajdują.
Poszukującemu zatrudnienia też należy się chyba jednak odrobina szacunku i szczerości. Z oferowanym stanowiskiem pracy sprawa nie wygląda jak z darowanym koniem, któremu nie wypada zaglądać w zęby. Mamy prawo do rzetelnej i fachowej informacji o naszym ewentualnym przyszłym stanowisku. Przecież często brakuje nam nawet pieniędzy na dojazd na rozmowę kwalifikacyjną. Trudno więc chyba dziwić się naszemu rozgoryczeniu, gdy po dotarciu na miejsce jej przeprowadzenia okazuje się ona jedną wielką pomyłką. Nie dość, że mamy ogromne stresy związane z sytuacją w jakiej się znajdujemy, to jeszcze jesteśmy narażeni na takie traktowanie. A przecież nie jesteśmy jakimś gorszym gatunkiem. Każdemu życie może przynieść niespodziankę w postaci redukcji stanowiska pracy, więc opamiętajcie się pracodawcy i zacznijcie traktować nas jak ludzi i partnerów do współpracy!

Przeczytałam ostatnio artykuł o tym jak powinno wyglądać idealne c.v.
Najbardziej zaskoczyła mnie informacja mówiąca, by się nie wysilać na kreatywność i nie wysyłać takich z duża ilością megabajtów, bo zapychają skrzynkę bądź są automatycznie odrzucane. No cóż, mogę to jedynie porównać do informacji, że ZUS wciąż w swojej pracy używa dyskietek. 
Faktycznie jest to poważny problem, wprost proporcjonalny do naszej sytuacji życiowej i tego w jaki sposób jesteśmy przez wspaniałych zatrudniających traktowani. Jesteście strasznie zmęczeni, bo zalewa was fala naszych dokumentów aplikacyjnych i musicie przeprowadzić całą masę rozmów kwalifikacyjnych. Biedacy, współczuję. Może następnym razem zastanowicie się zanim zwolnicie kolejnego pracownika a w ogłoszeniu umieścicie nierzetelne informacje.

Oto cytat z jednego z portali dla poszukujących wakatu:

"POSZUKUJEMY PRACOWNIKÓW DO MAGAZYNU, CZYLI AKWIZYCJI

oferowanie czegoś takiego pod pozorem pracy magazynowej albo biurowej powinno być karane. Proponuję podzwonić i ponazywać ich po imieniu aż im się odechce zaśmiecania portalu. "

                                    

środa, 17 marca 2010

Niepowtarzalność hey-ho

Dziś będzie krótko i na temat. Nie będę powtarzała wielokrotnie podkreślanych na moim blożku pozytywów hey - ho. Podzielę się za to nowym spostrzeżeniem.

Odwiedzając portale z ogłoszeniami dla szukających pracy, na wielu z nich drażni mnie jedna rzecz: możliwość wielokrotnego powtarzania tego samego anonsu, bez żadnych ograniczeń.

Wchodzę na taką stronkę, a tam przewija mi się przed oczami 5 razy nagłówek:



      PLNIE SZYKAM PRAC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



napisany wbrew wszelkim zasadom ortografii i netykiety.

Tuż za nim umieszczony fragment ogłoszenia informujący jak desperacko osobnik poszukuje zatrudnienia.

Rozumiem, że ogłoszeniodawca robi to, ponieważ chce zwrócić na swoje głoszenie i swoją osobę uwagę, ale być może gest ten przynosi odwrotny efekt?

Przecież większość naszego społeczeństwa potrafi czytać tekst ze zrozumieniem bez konieczności wielokrotnego skupiania wzroku na kilku tych samych zdaniach.

Myślę, że potencjalni adresaci anonsu mogą poczuć się lekko rozdrażnieni, że muszą przewinąć pół strony z ogłoszeniami, by dobrnąć do następnego z nową treścią i, że traktuje się ich jak wtórnych analfabetów...


Na szczęście na hey-ho  chęć wyróżnienia swojego ogłoszenia można wyrazić w inny sposób. Wystarczy, że będziemy uaktualniać swój profil poprzez moderację tekstu ogłoszenia czy zmianę avatara bądź zdjęcia, a nasze życzenie, by być wyszczególnionym będzie spełnione - ulokowani zostaniemy na stronie głównej. Ogłoszeniodawca nie musi wielokrotnie wklepywać tego samego anonsu, a czytający je adresaci nie są narażeni na stratę czasu, nadwyrężenia wzroku oraz układu nerwowego;)

Dzięki temu portal nie przypomina śmietnika, na który każdy wrzuca co i kiedy chce.

Jasno i czytelnie, szybko i przyjemnie, konkretnie i przejrzyście - niepowtarzalnie.


Zmykam więc na hey-ho, by zmienić co nieco w swoim ogłoszeniu, do czego i Was zachęcam.
          
                       

środa, 10 marca 2010

Żadna praca nie hańbi, ale nie każda jest dobrze płatna

Rok temu leżałam podłączona do sprzętu, który monitorował moje podstawowe czynności życiowe.  
Na szczęście oprócz najbliższych mi osób wokół mnie byli także (całkiem obcy mi ludzie), którzy szybko pomogli mi dojść do siebie. Przebadali, ogolili, pokroili a potem do właściwego pionu przywrócili:)

I choć było to wpisane w ich zawodowe obowiązki, to chylę im czoła za sposób w jaki tego dokonywali. Na każdym etapie ze stoickim spokojem odpowiadali na lawinę pytań, która ich zasypywałam. Ich troska i opieka, perfekcyjna i profesjonalna od początku do końca, sprawiła, że szybko wracałam do zdrowia. Nie mam na myśli tu tylko personelu medycznego, ale również panie kucharki, salowe, fryzjerki...



Jestem pełna uznania dla ludzi, którzy naprawdę z pasją potrafią poświecić się swemu zawodowemu przeznaczeniu. Czasem kosztem własnego życia osobistego. Policjanci, strażacy, górnicy, żołnierze...Podziwiam ich żony, które każdego dnia drżą o ich bezpieczeństwo.



Co nie oznacza, że przedstawiciele innych zawodów są mniej ważni. Każdy fach jest potrzebny a żadna praca nie hańbi, więc niech nikt nie patrzy krzywym okiem na panie sprzątaczki i panów z MPO. Bez nich zostałaby zachwiana równowaga w symbiozie zawodowej.



Wszechobecny kryzys sprawił, że nasze społeczeństwo w końcu to dostrzegło, dzięki czemu łatwiej jest się przebranżowić. Niestety takie czasy i trzeba być elastycznym. Dziś jestem księgową, jutro konserwatorką powierzchni użytkowych(nowe czasy przyniosły nowe, bardziej sympatyczne nazwy dla starych profesji). Nie rozumiem tylko, zapewne nie ja jedyna, obowiązującego systemu wynagrodzeń. Dlaczego umieszczając na wadze wartości pracę np. lekarza, który ratuje bezcenne ludzkie życie, szala zysku przechyla się na stronę jakiegoś aferzysty, którzy potrafi jedynie krzyczeć i kombinować. Czy to jest recepta na sukces?



Z okazji Święta Mężczyzn życzę wszystkim Panom, bez względu na to jaką grupę zawodową reprezentują, dnia pełnego słodkości, miłości i samych tym podobnych przyjemności...



Nie ważne jaki strój nosicie: strażaka, magazyniera czy piekarza - jesteście supermenami:)

                                    



poniedziałek, 8 marca 2010

"Szczęście jest kobietą"



Dzień Kobiet jest jednym z najmilszych świąt w roku - tak chyba uważa każda przedstawicielka płci pięknej. Na szczęście są też na tej planecie mężczyźni, którzy podobnie myślą i pracują nad tym, by nie było ono kojarzone z czasami, które minęły: PRL-em, socjalistyczną propagandą i hasłem "przodowniczki pracy". Koleżance z biura zamiast tandemu w postaci goździka i rajstop wręczają tulipana, częściej się do niej uśmiechają i łatwiej przychodzi im pomoc w zawodowych obowiązkach, a nawet wykazują pewne zachowania charakterystyczne dla prawie wymarłego już gatunku dżentelmenów. Dla kobiet bliższych sercu nie żałują róż, czasem porywają się na pudełko czekoladek bądź drobiazg z wyższej półki.

Tak trzymać panowie!

"Mężczyzn", którzy wymigują się od wręczenia symbolicznego kwiatka tłumacząc, iż jest to święto wymyślone przez komunistów, odsyłam do poczytania genezy jego powstania - jest znacznie dużo starsza i szlachetniejsza.

Buszując dziś po internecie natknęłam się kilkakrotnie na tezę, iż "Dziś 8 marca świętują najchętniej przedszkolaki, przygotowując dla swoich wychowawczyń i mam - piękne laurki". Nie wiem kto jest jej autorem, ale chętnie odeślę go w epokę czerwonych goździków.

Najmilej wspominany przeze mnie Dzień Kobiet w pracy? Muszę przyznać, że nigdy się nie zawiodłam, ale wyjątkowo sympatycznie wspominam ten, w którym mój kierownik wręczył mi kubek z napisem "miłego dnia" oraz tulipanka zerwanego o piątej rano z przydomowego ogródka:)

Najpiękniejszy Dzień Kobiet - każdy. Nawet ten z zeszłego roku, gdy trafiłam do szpitala na oddział neurochirurgii i ogolono mi głowę. Najbliżsi pocieszali mnie, że krótkie włosy są w modzie i zgodnie okrzyknęli polską Demi Moore (z tą różnicą, że ona poświęciła swoje kruczoczarne włosy na rzecz filmu) :). Może dlatego znalazłam w sobie siłę, by strzygącą mnie fryzjerkę rozbawić kwestią: "na układanie ślubnej fryzury raczej Pani nie zamówię":)

Miłe Panie, życzę Wam, by panowie, zarówno Ci w pracy, jaki i w domowych pieleszach stanęli wobec Was na wysokości zadania!

A teraz zmykam, by godnie obchodzić ten wspaniały dzień:)

piątek, 26 lutego 2010

Pracownik z poczuciem humoru pilnie poszukiwany

Czas kuligów minął. Przyszła kolej na spływy kajakowe. Dni jednak nadal jeszcze są chłodne, długie, szare i wypełnione poszukiwaniami zatrudnienia. To zajęcie jest cięższe niż zwykłe chodzenie do pracy! Etatowiec idzie do roboty, odbębni swoje, pobierze raz w miesiącu wynagrodzenie i ma większość problemów z głowy. A taki biedny poszukiwacz staje na rzęsach, by go dostrzeżono, ale nikt nie potrzebuje jego umiejętności, zdolności, doświadczenia, dyspozycyjności, kreatywności etc. Gdy idzie na kolejną rozmowę kwalifikacyjną, czuje się jak baba, która przychodzi do lekarza i słyszy: następny proszę...:(


                                    

Postanowiłam , więc, że raz na jakiś czas postaram się umieścić post, który przywróci uśmiechy na Wasze twarze i utwierdzi w przekonaniu, że warto do tego wszystkiego podejść z dystansem. Przecież po każdej burzy wychodzi słońce, a po chudych latach przychodzą grube, ba, wypasione! :)

Jakiś czas temu, na jednym z portali internetowych dla poszukujących pracy znalazłam takie oto ogłoszenie:

Praca dodatkowa » Praca chałupnicza

13-11-2009 Konsorcjum Ex-4You - chałupnictwo ci sie opłaci - 14000.00 PLN


Witam Szanownych Państwa poszukujących atrakcyjnej pracy za godziwe pieniądze.

Nasza firma mieści się w Namysłowie, a zajmujemy się doradztwem handlowo-finansowym. Nikt tak jak my, nie podpowie Państwu, gdzie najlepiej wyrzucić pieniądze w błoto. Nikt inny, jak my, nie doradzi Państwu czym handlować, co dokładnie robić, aby nie natrudzić się, a zarobić.


DO RZECZY:

oferujemy pracę w systemie chałupniczym
- 74 etaty telebluzgatorów
- 8 etatów bluzgomailopisaczy
- 46 etatów fotoszantażystów
- 100 etatów białych myszek miki

Przewidujemy również zatrudnienie bez ograniczeń dla ludzi z kaloryferów, z przedstawicielami których rozmawia obecnie prezes Konsorcjum Ex-4You (prosimy o trzymanie kciuków za szybkie, pozytywne zakończenie rozmów).

zarobki
- przewidujemy wysokie, choć to zależy przede wszystkim od wkładu własnego chętych do pracy - im wiekszy wkład własny, tym wieksza pewność, że 0,3% z wkładu wróci do Państwa jako zarobek - oczywiście nie możemy na początku działalności zagwarantować należnych Państwu wypłat w tak wysokiej kwocie;
- obiecujemy wypłacać co miesiąc wysokie nagrody pieniężne dla tych z Państwa, którzy najobficiej zasilą konto naszej firmy i ani razu nie upomną sie o swoje;
- dla grupy "VIP Ex-4You" przewidujemy w ramach urlopów wypoczynkowych, atrakcyjne wycieczki zagramaniczne na koszt własny.

wykształcenie
- maksymalnie niepełno-sprytne;
- wymagamy dobrej znajomości obsługi komputera i telefonu komórkowego;
- wymagamy znajomości (w stopniu co najmniej komunikatywnym) łaciny podwórkowo-stadionowej;
- wymagamy oblatania w zakładaniu kont bankowych


Jeżeli jesteś zainteresowany/zainteresowana, wyślij e-mail na adres dupabiskupa@ex4you-wpis.du

Do emaila dołącz znaczek pocztowy za osiem złotych. Pamiętaj, że jestesmy uczciwą firmą i płacimy ZUSowi.pl podatki. Narazie tego nie mówimy, ale jak przyślesz emailem znaczek Poczty Polskiej to będziemy zmuszeni obciążyć ciebie kosztami wycięcia znaczka z emaila, a to kosztuje 10 złotych. Wycięty znaczek będziemy musieli nakleić na kopertę, a za to - bo to przecież koszty - obciążymy ciebie jeszcze tylko małymi dwunastoma złotymi, więc nie pipaj się w szczypę i wyślij te trzy dyszki od razu bez odrazy.


DANE FIRMY

NIP: 997-997-00-99
REGON: 74846100
Nr konta: 13 0000 5546 7768 9980 1313 4321
Bank Rozwoju Pracy Chałupniczej w Chałupach, o/Namysłów
ul. Niewiarygodnie naiwnych 13/13B (32 piętro)
13-997 Namysłów
Telefon:zjadły mole

W tytule przelewu proszę wpisać unikalny kod transakcji w tm tygodniu:
wP74c-111-k45K3-7051U


Z poważaniem i przedsiębiorczym pozdrowieniem
Mgr inż d/s niepotrzebnych



P.S.
To ogłoszenie jest tak samo głupie, jak większość ogłoszeń w tym serwisie ogłoszeniowym. Nie dość, że głupie to jeszcze nieprawdziwe, jak całkiem spora ilość ogłoszeń, szczególnie tych, dotyczących pracy chałupniczej. A najbardziej dziwi mnie mnie fakt, że ludzie to czytają, a co jeszcze dziwniejsze, wysyłają kasę na wskazane konto, w ogóle nie zastanawiając sie nad tym, że nipy i inne sripy są fałszywe.

Gratulujemy administratorom wiarygodności serwisu. Moderatorów - o ile tacy istnieją - powinno wywalić się na zbity pysk.




Niestety ogłoszenie to odzwierciedla także tragizm na polskim rynku pracy, pełnym pseudopracodawców.
Ale to temat na inny post, bo przecież ten miał mieć pozytywne brzmienie z nutą dobrego humoru.

wtorek, 16 lutego 2010

FAQ, czyli najczęściej zadawane pytania, czyli małe pogotowie techniczne i nie tylko

Słodki tydzień, pełen lukrowanych pączków i słówek dobiegł końca i niestety trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości, pełnej zmagań z codziennymi problemami. Niektóre z nich, jak np. poszukiwanie pracy spędzają sen z powiek, inne - jak drobne kłopoty z poruszaniem się po hey - ho da się naprawdę szybko pokonać.
Gdyby to ode mnie zależało, zatrudniłabym Was wszystkich, ale niestety nie dorobiłam się jeszcze wielkiej i znakomicie prosperującej korporacji. W związku z tym mogę jedynie pomóc Wam przebrnąć przez niewielkie zapory, jakie być może czasem pojawiają się przed Wami na hey - ho.

Zacznę od tego, z którym ja miałam największy problem, a mianowicie próbując wysłać zaproszenie z zapraszarki, pojawiał się komunikat następującej treści: "proszę podać prawidłowy email". No to go poprawiałam, sprawdzałam każdą literkę, jedna po drugiej. Wcisnęłam "wyślij" i...ten sam komunikat nadal uniemożliwiał mi wysłanie zaproszenia. Wielokrotnie podjęte próby spełzły na niczym. W końcu stwierdziłam, że być może to jakiś problem natury technicznej. Na szczęście załoga biura hey - ho uświadomiła mi w czym tkwił błąd. Okazało się, że na końcu wklejonego adresu była zupełnie niepotrzebna spacja, która blokowała wysłanie zaproszenia. Stąd informacja o tym, że adres był błędny. Jeśli więc i Wam pojawi się komunikat, żebyście podali dobry adres, sprawdźcie czy nie ma w nim (w żadnym jego miejscu) zbędnego znaku spacji.

Wyspowiadałam się Wam z mojego małego grzeszku, zwanego maksymalnym zakręceniem i prostego błędu niezauważeniem. Być może niektórzy mieli ubaw po pachy, ale doszły mnie słuchy, że i Wy czasem macie małe potknięcia:)

Oto najczęstsze z nich:
*macie problem z zalogowaniem, gdyż zapomnieliście hasła. W celu uzyskania nowego należy skorzystać z opcji "resetuj hasło". Na podany przez Was adres mailowy przyjdzie wiadomość z instrukcją postępowania. Gorzej jeśli błędnie podaliście adres mailowy. Wówczas pozostaje Wam swój problem opisać i wysłać na adres biuro@hey-ho.pl

*rejestrujecie się na hey - ho i Wasze ogłoszenie powinno pojawić się na stronie głównej, ale tak się nie dzieje. Przyczyną może być wpisanie tekstu ogłoszenia w błędne miejsce, np. w rubrykę poświęconą doświadczeniu

*chcecie utrzymać się na stronie głównej, ale nie wiecie jak to zrobić. Myślicie, że za takie promowanie Waszej osoby trzeba płacić. Otóż wystarczy, jeśli będziecie modyfikować i szlifować swój anons, zmieniać avatara bądź zdjęcie

*nie wiecie w jaki sposób dodać Kontrahenta do listy powiązań. W tym celu należy wysłać (lub przyjąć nadesłane) zaproszenie umowy dżentelmeńskiej, czyli magicznie i dość tajemniczo brzmiące Gentelmen's agreement. Dzięki temu krokowi uzyskacie także dostęp do bardziej szczegółowych danych kontaktowych Kontrahenta, a mianowicie maila i telefonu

*nie wiecie w jaki sposób wystawić opinię lub sprawdzić czy jakąś otrzymaliście - w górnym pasku (nawigacyjnym) istnieje fiszka "opinie". Kryje ona w sobie opcje: otrzymane, wystawione, do wystawienia. W zależności od tego, co chcecie zrobić, korzystacie z jednej z nich

*troszkę obawiacie się korzystać z notatnika, głównie dlatego, iż nie wiecie jaką dokładnie funkcję spełnia - tymczasem jest to bardzo przydatna opcja, która umożliwia zapisanie profilu, którym się interesujecie i dzięki temu szybkie powrócenie do niego w momencie, gdy będziecie tego chcieli. Sam właściciel "zanotowanego" profilu nie jest o tym fakcie w żaden sposób powiadamiamy - tylko Wy macie dostęp do zawartości swoich notatników

*wystawiacie opinie i zastanawiacie się dlaczego nie pojawiła się w górnym rogu strony głównej - otóż w tym miejscu pojawiają się jedynie referencje wystawione Kontrahentowi. Jeżeli chcecie zobaczyć wszystkie opinie wystawione Współpracownikom i Znajomym, należy skorzystać z opcji "więcej" znajdującej się pod rekomendacjami na stronie głównej

*chcielibyście sprawdzić referencje ogłoszeniodawcy, ale nie orientujecie się jak tego dokonać - należy wejść na jego profil i pod niebieskim paskiem z napisem "profil", a nad Gentelmen's agreement zamieszczane są opinie. Jeśli to pole jest puste, to znaczy, że nie została jeszcze wystawiona danej osobie żadna referencja

*chcielibyście uzyskać referencję od byłych pracodawców, znajomych bądź innych osób, które nie są członkami społeczności na hey - ho, ale nie wiecie jak je pozyskać. Możecie oczywiście skontaktować się z nimi osobiście, telefonicznie czy mailowo i poprosić o zarejestrowanie się na portalu oraz o wystawienie opinii. Możecie też wysłać zaproszenie korzystając z zapraszarki. Zanim to zrobicie, sprawdźcie dokładnie dane kontaktowe w swoim profilu oraz treść ogłoszenia. Umieśćcie zdjęcie bądź avatara, dzięki którym osoba, do której wyślecie zaproszenie będzie mogła Was łatwiej zidentyfikować

*macie problemy z poruszaniem się po serwisie oraz dylematy związane z zatrudnieniem i nie wiecie dokąd się z tym zgłosić - portal hey - ho powstał, by pomagać znaleźć poszukiwanego pracodawcę bądź pracownika. Ma na celu ułatwienie kontaktów między tymi obydwoma światami:) Jeśli macie jakiś problem dotyczący korzystania z hey - ho, śmiało możecie zwrócić się po pomoc do Admina portalu - On zawsze z chęcią pomoże i wyjaśni wszelkie wątpliwości. Pytania odnośnie rekrutacji i rozwoju kariery zawodowej kierujcie do Headhuntera. Informacji na temat mobbingu udzieli Wam Antymobber, a jeśli nurtują Was zagadnienia związane z prawem pracy, zgłoście się do Profeo.
Wszyscy wyżej wymienieni są profesjonalistami w swych dziedzinach. Bez żadnych oporów i opłat są gotowi służyć wiedzą, radą i pomocą

*rzadko zaglądacie na blog ancurka - a szkoda, bo jego autor chętnie by z Wami podyskutował. Mam nadzieję, że się poprawicie:)

Generalnie rzecz biorąc, nieźle sobie radzicie na hey - ho:)

Na koniec mam dla Was miła niespodziankę:
załoga hey -ho ciężko pracuje, by wraz z pierwszymi dniami kwietnia udoskonalić serwis i wprowadzić pakiet nowych funkcjonalności i udogodnień. Wszystko po to, by wasz pobyt na hey - ho był jak najbardziej przyjemny i efektywny, a poruszanie po serwisie proste i sprawne.

                       

niedziela, 14 lutego 2010

Walentynek czar

W nawale pracy, nie zapomnijmy, że dziś jest



 W związku z zaistniałą sytuacją, życzę Wam:

 

 
Czy to w domu, czy to w pracy:
Kochajcie się Drodzy Rodacy:)


czwartek, 11 lutego 2010

Smacznego i tłustego dzisiejszego dnia czwartkowego:)

   



˜˜”*°•._˜”*°••°*”˜_.•*”˜˜”*°•.
****** DZIEŃ DOBRY ******
•°*”˜.•°*”˜.•°* ”˜_˜”*°•.˜”*°•.˜
* W TŁUSTY CZWARTEK *
*******************************

Jak tradycja stara każe
w domu, sklepie, biurze, barze.
Wszędzie pączek dziś króluje,
każdy chętnie go smakuje.
Z dżemem, z cukrem, z wisienkami
wszędzie pączek dzisiaj z nami.
Dziś kalorii nikt nie liczy,
wszędzie moc pysznych słodyczy.
W tłusty czwartek przez dzień cały
słodkim królem - pączek mały!

______(_________________(
______)_(_______________)_(
_____((_))______________((_))
__$$$$$$$$$_$___$___$$$$$$$$$_$
__$$$$$$$$$_$__$_$__$$$$$$$$$_$
___$$$$$$$_$____$____$$$$$$$_$
____$$$$$_____________$$$$$
=======================
Życzę słodkiego Tłustego Czwartku
I smacznych pączusiów przy kawce


I nie stresujcie się ile, z kim i czy wypada, bo dziś każdy się zajada:)
                                   

wtorek, 9 lutego 2010

Praca - nasz drugi dom, nasza druga sypialnia?


Mówi się, że miejsce pracy jest naszym drugim domem, ale czy to oznacza, że ma być także drugim łożem?

W moim ostatnim miejscu pracy początkowo pracowałam w charakterze ochroniarza. Otulona w służbowy mundur wyglądałam śmiesznie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Tymczasem, wcale nierzadko, słyszałam uwagi o podtekście erotycznym typu: "Kiedyś klepnę cię w ten twój tyłeczek. Może dostanę za to w twarz, ale zrobię to" lub "chciałbym cię zobaczyć nago w wannie pełnej szampana". Niby nic takiego, ale mnie drażniło. Wiedziałam, że czekają na nich w domu żony z obiadem. Oni wiedzieli, że jestem "zajęta". W niczym im to jednak nie przeszkadzało, by oblewać się ślinotokiem.

Jeden z dyrektorów w mojej ówczesnej firmie (jak to zwykle w kadrze zarządzającej bywa, było ich kilku) zawsze, gdy mnie widział, rzucał pod moim adresem dwuznaczne propozycje. Nie bacząc na to, że pracuję z jego córką!

Z czasem awansowałam na recepcjonistkę i służbowy mundur zamieniłam na styl biurowy, co nie oznacza wyuzdany. Czy to, że kobieta dba o siebie i o swój image, stara się zawsze wyglądać schludnie, czysto i przyzwoicie dla facetów jest jednoznaczne z tym, że ma ona ochotę na sex? I to z większością męskiej populacji?
Dobrze, że wśród urządzeń biurowych obok xero, centrali telefonicznej, komputera i maszyny do pisania nie było żadnej gilotyny. No, na upartego mogłaby się przydać niszczarka do dokumentów:)

Kiedyś do prezesa obiektu przyjechał dyrektor konkurencyjnej firmy ochroniarskiej i myślał, że jego propozycja kolacji połączonej ze śniadaniem powali mnie na kolana i sprawi, że przejdę do jego firmy. Kretyn!

Niektórzy naprawdę byli natrętni, obleśni, przerażający i odpychający, choć wiedzieli, że jestem w długoletnim związku i awans przez łóżko naprawdę mnie nie interesuje. Dla mnie zbytnio się to nie rożni od stanięcia na pigalaku.
Najbardziej drażnili mnie ci, o których wiedziałam,że mają żony, partnerki, dzieci. Nie trawiłam kontaktu z nimi i wcale tego nie ukrywałam.

Myślę, że niektórych przed pewnymi czynami powstrzymywała czujna para oczu: kamery i koleżanki - zołzy (oj, ta to miała spojrzenie i język) oraz towarzystwo psa stróżującego.


Ich zachowania i tak były niczym w porównaniu z tym, do czego dopuścił się jeden z moich pierwszych pracodawców.
Miałam wtedy 18 lat i pracowałam jako pomoc szwalni. Rządy w firmie sprawowało pewne małżeństwo, które znacznie poszło mi na rękę, gdyż do pracy przychodziłam...co drugi dzień . W pozostałe chodziłam do szkoły wieczorowej, ale tylko z nazwy, bo zajęcia odbywały się w ciągu dnia.
 Atmosfera w zakładzie była iście sielankowa, zarówno na linii pracownicy - przełożeni, jak i pomiędzy wszystkimi pracusiami. Kiedy interesy szły wyjątkowo dobrze i szefowi udało się podpisać jakiś intratny kontakt, to robił nam niespodzianki w postaci zamówienia pizzy czy frytek. Wypłata była co tydzień. Żyć nie umierać.
Któregoś dnia zostałam w pracy po godzinach, co zresztą bardzo często miało miejsce. Tym razem jednak oprócz mnie był jeszcze tylko mój boss. Wszyscy z mojej zmiany poszli do domu, a do przyjścia następnej pozostało około godziny. Obcinałam nitki przy koszulkach prowadząc jednocześnie rozmowę z szefem, gdy ten nagle podszedł i zaczął mnie dotykać w dość intymnym miejscu. Sparaliżowało mnie. Chciałam krzyczeć, ale bałam się, że to go rozwścieczy i tylko pogorszy moje położenie... Wiedziałam, że jestem sama na terenie zakładu, który był i tak na uboczu. Nawet, gdybym darła się w wniebogłosy, to i tak nikt by mnie nie usłyszał. Spojrzałam na drzwi naprzeciw, których siedziałam. Zawsze były otwarte, ale tym razem zamek był zaryglowany. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Szef podszedł i odebrał. Po rozmowie zorientowałam się, że dyskutuje z żoną. Jak gdyby nic się nie stało! A ja cała drżałam niczym liść na wietrze. Szef szybko skończył rozmowę i znów podszedł do mnie. Stanął za mną. Bardzo blisko. Ścisnęłam mocniej obcinaczki w dłoniach. Gdyby mnie dotknął, gotowa byłam wbić mu je. Gdziekolwiek. Na szczęście już mnie nie dotknął. Tym razem rozległ się dzwonek do drzwi i ktoś zaczął je szarpać. Okazało się, że to pracownik z nocnej zmiany przyszedł wcześniej. Byłam wybawiona! W oka mgnieniu stamtąd zniknęłam. Następnego dnia w asyście taty i brata poszłam zabrać swoje rzeczy. Odbyłam rozmowę z moją przełożoną, a żoną tego obrzydliwego typa. Opowiedziałam jej całe zdarzenie, a z jej oczu płynęły łzy. Odeszłam. Nie umiałam już pracować z tym człowiekiem, nie mogłam na niego patrzeć. 
                            
                    
                                         
                                                        

Miła atmosfera w pracy, to podstawa obok dobrych zarobków. Jednak klepanie "po tyłku", wywalanie języka do pasa i ślinotok na widok koleżanki, to nic przyjemnego dla niej samej.
Każdy z nas lubi słyszeć komplementy, pochwały pod swoim adresem i przebywać w miłym towarzystwie. Podszczypywanie, poklepywanie i monotematyczni erotomani - gawędziarze mają niewiele z tym wspólnego.

Erotyczne wariacje na kserokopiarce mogą być ekscytujące, ale jeśli robi się to z własnym partnerem, a nie z kolegą z pracy(zapominając przy tym o własnym mężu).
Oczywiście piszę to jako (lepsza:)) połowa długoletniego związku.
Bo inna sprawa, jeśli trafi na siebie dwóch singli. Proszę bardzo! Róbta, co chceta. Nawet na biurku prezesa i w zakładowej szatni.Zakładając, że oboje tego chcecie.

Post ten jest odpowiedzią na zbiór myśli nieuczesanych zawartych pod adresem:
http://www.wykop.pl/link/295183/kobiety-oczekuja-w-pracy-molestowania-seksualnego


piątek, 5 lutego 2010

Magiczna wędrówka po hey - ho:)

Dziś zabiorę Was w magiczną podroż po hey - ho. Krok po kroku...



Jesteście na pierwszej stronie.



Co się stanie jeśli wejdziecie w opcję:



* START - nic:) Nadal będziecie na stronie głównej, z której możecie dowiedzieć się np. kto z Heyhołowskiej społeczności jest najaktywniejszy. Pierwsze cztery osoby są wyszczególnione na samej górze. Jeśli chcecie poznać kolejne miejsca w rankingu, musicie "kliknąć" na "więcej". Na szczęście wyścigu szczurów tu nie ma:)



Na stronie głównej możecie zapoznać się z najnowszymi opiniami, prześledzić, kto aktualnie przegląda(z Hey-hołów)stronę oraz skorzystać z kalkulatorów wynagrodzenia i umowy zlecenia.


Przeglądanie umilą Wam krasnale ze swoją Snow White - High ho:)



"Najeżdżając" na




przeniesiecie się na blog Ancurka:)



Poniżej baneru bloga znajduje się wykaz Partnerów hey - ho, w podróż po nich również warto się wybrać.



Na startowej stronie znajdują się ogłoszenia, na które pracodawcy w pierwszej kolejności zwracają uwagę.

Poprzez wyszukiwarkę znajdziecie drogą "na skróty" pożądanego pracodawcę bądź pracownika. 
To tutaj, na stronie głównej, możecie, a nawet powinniście, się zalogować.



*NAJNOWSI - wyświetli Wam się lista najnowszych członków Heyhołowskiej społeczności, o której coraz bardziej głośno, nie tylko w świecie internetowym. Może warto Ich miło przywitać:)



*REGULAMIN - oj, to musicie sami się z nim zapoznać. Nie jest, aż taki długi i napisany przystępnym językiem. Bez jego akceptacji nie dokonacie rejestracji w serwisie.



*REJESTRACJA  - to zadanie również nie jest skomplikowane. O czym warto pamiętać? Pola, które są wymagane to :Nick, e-mail, hasło, kraj, płeć i akceptacja regulaminu, ale podanie w miarę możliwości jak najbardziej szczegółowych danych(np. ulicy, na której mieszkacie) ułatwi poszukującemu Was:) zadanie. Umieszczenie zdjęcia (od boskiej sylwetki ważniejsze jest sympatyczny wyraz twarzy) bądź avatara, który będzie nawiązywał do Waszego fachu oraz dobrego tytułu mogą przyciągnąć uwagę. Przed zapisaniem profilu i zakończeniem rejestracji należy zaakceptować regulamin oraz sprawdzić błędy.



*O NAS - czyli o hey - ho. Warto tam zajrzeć Wędrowcze:)




*POMOC - uff, sporo tam czytania, ale za to poznacie szczegóły dotyczące poszczególnych elementów strony hey - ho, a także znajdziecie odpowiedzi na naprawdę wiele pytań, które mogą zaprzątać Wam głowę.

Naprawdę bardzo pomocne:)



*REKLAMA - miejsce przeznaczone dla sponsorów i reklamę.

Halo, są chętni?:)



*KONTAKT - jeżeli chcecie skontaktować się z zespołem Hey - ho , to jest to najodpowiedniejsze miejsce. Wpiszcie co Was boli, dręczy, niepokoi i cieszy(oczywiście odnośnie hey - ho) i wyślijcie. Możecie również skontaktować się telefonicznie 607340992 bądź mailem biuro@hey-ho.pl





Co się zmieni, jeśli się zalogujecie?



Po pierwsze wszyscy będą widzieli, że jesteście właśnie on-line.



Po drugie pojawi się okno WYSZUKIWARKI, z której to możecie wysłać zaproszenie do kogo tylko chcecie i poinformować go o Waszym istnieniu na hey-ho.

Osoba zaproszona otrzymuje tekst następującej treści:



Witaj

Twój znajomy (Wasz Nick na hey-ho) zaprasza Cię do swojej społeczności na hey-ho.pl

Wiadomość została wysłana automatycznie - prosimy na nią nie odpowiadać.

Pozdrawiamy, hey-ho.pl.



Pozycje START i NAJNOWSI pozostaną na swoich miejscach bez zmian. Pojawią się natomiast: POWIĄZANIA, OPINIE, POCZTA, NOTATNIK, EDYTUJ i HISTORIA.



POWIĄZANIA. W rubryce tej są Wasi Znajomi, Współpracownicy i Kontrahenci. Aby do nich dołączyli muszą być zarejestrowani na hey - ho. Każdy z nich może wystawić Wam opinię, które mogą mieć wpływ na rozwój Waszej pozycji na portalu. Wy również możecie zrewanżować się im recenzją. Współpracowników i Znajomych możecie usunąć z Waszej listy powiązań, ale Kontrahentów już nie. Nie zawierajcie więc zbyt pochopnych kontraktów. Tym bardziej, że to opinie Kontrahentów mogą znacząco wpływać na Wasz wizerunek na hey - ho.



Jeśli wejdziecie w OPINIE, to wyświetli Wam się ich podział na otrzymane, wystawione i do wystawienia. Z pierwszych dowiecie się jak Waszą współpracę (jeśli takowa miała miejsce) ocenili chlebodawcy. Wystawione - to Wasze opinie o Znajomym, Współpracowniku bądź Kontrahencie. Jeśli macie kogoś zapisanego w tych rubrykach, to automatycznie "ustawiają" się oni w kolejce po Waszą opinię:)



POCZTA na hey-ho znacznie ułatwia komunikację z innymi Heyhołowcami:)



Z kolei w NOTATNIKU  możecie umieścić wszystkie profile osób, które Was zainteresowały i z którymi chwielibyście się być może w przyszłości skontaktować.



Jeśli będziecie często zaglądali do EDYTUJ  i dopieszczali Wasze ogłoszenie, zmieniali avatara bądź zdjęcie, to będziecie pojawiali się na pierwszej, bardzo ważnej stronie.



W HISTORII zapisywana jest każda modyfikacja Waszego ogłoszenia, począwszy od pierwszego zamieszczonego. Możecie je szczegółowo przejrzeć korzystając z opcji PODGLĄD.



Po zalogowaniu się znikają z Waszego pola widzenia: POMOC, REGULAMIN, REJESTRACJA, O NAS, REKLAMA i KONTAKT. Pojawią się po wylogowaniu.



Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat danej osoby na hey - ho, wystarczy wejść na Jej profil . Będziecie mogli wtedy taką osobę dodać do notatnika, zaprosić do znajomych bądź do współpracy . Dowiecie się wówczas więcej na temat jej doświadczenia, poznacie opinie o niej, zobaczycie listę powiązań.

Możecie też wysłać wiadomość lub zaproponować gentelmen's agreement. Jest to współpraca oparta na dobrowolnej umowie, wzajemnym zaufaniu. Rodzaj dżentelmeńskiego układu i honorowego zobowiązania, którego nie możecie zerwać. W wyjątkowych sytuacjach możecie poprosić o pomoc w tej kwestii admina.



Uwaga!Zawartości Waszej POCZTY i NOTATNIKA nikt prócz Was nie widzi.



A więc, Wędrowcy - Heyhołowcy buszujemy po profilach, a jest ich coraz więcej i szukamy potencjalnych partnerów biznesowych.



Pozdrowionka, powodzonka i hey -ho:)

  

wtorek, 2 lutego 2010

Kilka słów od hey-ho o hey-ho:)

Praca tylko z polecenia w niekomercyjnym serwisie hey-ho.pl

Panuje przekonanie, że pracę można dostać tylko „po znajomości”. To prawda - żeby znaleźć pracę trzeba mieć znajomych. Nie po to, żeby nam „załatwili” pracę, ale żeby nas polecili i wystawili nam dobre referencje. Warto tych znajomych zaprosić na portal hey-ho.pl - Praca, Pracownik, Pracodawca. To internetowy rynek pracy i poczta pantoflowa w jednym.
Organizacje pozarządowe, czyli Fundacja Aktywizacji Zawodowej
TRUCKER i jej partnerzy społeczni, z udziałem grupy blogerów, stworzyli autorski projekt non-profit - Serwis Społecznościowy www.hey-ho.pl.

Konto może założyć każdy - uczestniczenie w tej społeczności nie wiąże się z żadnymi opłatami. Ideą projektu jest to, że osoby, które się zarejestrują oprócz zamieszczenia ogłoszenia mogą otrzymywać od znajomych, współpracowników i pracodawców, którzy również korzystają z portalu, oceny i opinie - zarówno pozytywne, jak i negatywne. Zdobywają w ten sposób wiarygodne referencje. Twórcy zakładają, że każdy może być fachowcem w swojej dziedzinie - czy jest to opieka nad dzieckiem, znajomość prawa czy hydraulika. I każdy może swoją fachową usługę zaprezentować na rynku pracy, szukając jej potencjalnych odbiorców, co daje możliwość nie tylko dorobienia sobie po godzinach, ale także bezinteresownej pomocy.

Co skłoniło autorów pomysłu do uruchomienia takiej platformy? Dostrzegli potrzebę stworzenia miejsca wymiany umiejętności i usług, oraz opinii o tych usługach. „Ludzie potrzebują pieniędzy i dostępu na sprawdzonych fachowców. A my dajemy im innowacyjne wędzisko, dzięki któremu, swoje potrzeby zrealizują. Bo
www.hey-ho.pl jest platformą przeznaczoną dla tych cichych najlepszych i tych najbardziej potrzebujących. Pomagamy kojarzyć ludzi zarówno do pomocy sąsiedzkiej, jak i specjalistycznych usług dla wielkich firm” - odpowiada Tomasz Parol, dyrektor serwisu.

Serwis istnieje od dwóch miesięcy - w tym czasie zdobył 360 stałych użytkowników oraz kontakt z dwiema międzynarodowymi firmami rekrutacyjnymi. Serwis notuje już 1000 odsłon dziennie. Powstał także Blog o pracy www.blogopracy.blogspot.com, a na portalu można skorzystać z darmowej porady doradcy zawodowego, specjalisty od mobbingu i prawnika.

Tomasz Parol - Dyrektor
hey-ho.pl: Tel. 0-607340992
Fundacja Aktywizacji Zawodowej
TRUCKER powstała w 2004 roku.
Od początku zajmowała się pomocą prawną i aktywizacją zawodową osób wykluczonych.

W 2005 roku Fundacja powołała Ośrodek Aktywizacji Zawodowej Wolontariuszy i Niezależną Agencję Mediacyjną. Na podstawie badań OAZW powstał projekt włączenia do rynku pracy fachowców działających poza oficjalnym systemem zatrudnienia.
W marcu 2009 Fundacja przystąpiła do gromadzenia środków i tworzenia internetowej poczty pantoflowej
hey-ho.pl


 Mówiłam (pisałam) ostatnio, że hey - ho się rozwija:) i oby tak dalej:)