środa, 6 stycznia 2010

Szukanie pracy z wykorzystaniem serwisu społecznościowego – razem łatwiej;)

Ze swoim ostatnim „stacjonarnym” pracodawcą rozstałam się (bez większego żalu) w połowie 2008 roku. Oficjalnie, bo jeszcze przez klika miesięcy walczyłam o wypłatę należnych mi wynagrodzeń, ale o tym już było.


Moje zdrówko znacznie wówczas szwankowało, więc postanowiłam skupić się na jego podreperowaniu i rehabilitacji organów, które tego wymagały.


Po powrocie z kilkudziesięciodniowego pobytu w szpitalu rozpoczęłam szukanie pracy w Internecie. Zamieściłam swoje ogłoszenie na wielu portalach i jednocześnie odpowiadałam na ogłoszenia pracodawców. W odpowiedzi otrzymywałam jedynie propozycje klikania w banery etc.


Moje poszukiwania przerwało kolejne zmaganie ze złym losem, który tym razem przyjął postać tętniaka mózgu. Na kilka dobrych miesięcy musiałam zawiesić działania zmierzające do znalezienia zatrudnienia.


Gdy byłam już w stanie spędzić kwadrans przed monitorem, każdy dzień zaczynałam od przejrzenia poczty elektronicznej z nadzieją, że to dziś podejmę ciekawą i ambitną pracę zdalną.


Szukanie pracy i zatrzymanie się na chwilę na skutek choroby, sprawiło, że zajrzałam w głąb siebie i odpowiedziałam na pytanie,:„co chcę w życiu robić?”


Chcę pisać! – to marzenie jeszcze z dzieciństwa. Kiedy to robię przenoszę się w inny świat.


Napisałam, więc w kalendarzu, niczym noworoczne postanowienie, wielkimi, czerwonymi literami:




                           PISANIE TO MÓJ SPOSÓB NA ZARABIANIE!


Z określonym celem łatwiej brnie się do przodu;)


I zaczęło się! Lawina ruszyła!


Wydrukowali moje opowiadanie w prasie, a honorarium, które za nie otrzymałam podreperowało mój budżet. Niestety, renta chorobowa wystarcza na waciki;)


Zaczęłam prowadzić bloga, pisać wiersze, a nawet książkę( mam nadzieją, że kiedyś, jak już ją skończę, ktoś ją wydrukuję i stanie się światowym bestsellerem), a także artykuły wykorzystywane do pozycjonowania stron WWW. Zleceniodawca bardzo mnie chwalił, ale… przestał płacić.


Zaczęłam, więc znów szukać pracy, wysyłać oferty i przeglądać ogłoszenia w Internecie.


Aż któregoś listopadowego dnia trafiłam na portal społecznościowy hey - ho, którego celem jest aktywizacja zawodowa osób poszukujących zatrudnienia.


Jest on swego rodzaju internetową pocztą pantoflową, dzięki której łatwiej dotrzeć do pracodawcy.


Do wystawienia nam rekomendacji możemy zaprosić nie tylko byłych pracodawców, zleceniodawców, ale także znajomych i rodzinę. Któż wystawi nam lepszą opinię (oczywiście wiarygodną)? Nasze cechy i zdolności lepiej oddadzą słowa „żywych” osób, niż wymienione jednym strugiem, bez żadnego potwierdzenia w CV.


Admin portalu hey – ho i cała reszta załogi, która stworzyła tę perełkę wśród stron dla osób poszukujących zatrudnienia, chyba w ogóle nie śpią. Niemal każdego dnia bombardują członków hey – hołowskiej społeczności informacjami przydatnymi w codziennych poszukiwaniach pracy.


Przypominają, że samo zamieszczenie ogłoszenia nie wystarczy, że należy być aktywnym.


Najprężniej działających i próbujących zaistnieć, nagradzają i umieszczają ich ogłoszenie na pierwszej stronie. A jak myślicie, ile stron przegląda potencjalny pracodawca? Tyle, ile Wy po wpisaniu w Google szukanego hasła.


Ten portal jest innowacyjny i daje wiele możliwości – wykorzystajmy je!


Jego założycielom chodziło, by powołać do życia społeczność, w której pracownik łatwo odnajdzie pracodawcę i odwrotnie. To jak wioska smurfów – pracusiów.



                                   


Myślę, że zmotywowali już niejedną osobę do aktywności i działania.


Sam fakt, że należy się do społeczności, w której większość osób jest w podobnej sytuacji i szuka pracy, już jest miłym aspektem i bodźcem. Człowiek nie czuje się osamotniony w swoich poszukiwaniach, które do najłatwiejszych nie należą.




A Wy, co sądzicie o hey – ho?
Byliście już tam?
Jesteście?
Napiszcie.


Czekam na Wasze komentarze z opisami wrażeń.


A może odezwą się osoby, które już dzięki hey – ho znalazły pracodawcę bądź pracownika?


Może stworzymy Galerię Szczęśliwych hey - hołow?;)


Hey – hołowcy, (jeśli mogę tak nazwać tych, którzy są członkami społeczności na hey – ho) do dzieła! Bądźcie aktywni i kreatywni! Tworzymy społeczność i nowy rynek pracy w Internecie! Przebijmy się przez gąszcz innych stron i ogłoszeń. Niech hey – ho stanie się(dzięki Waszej aktywności) najczęściej odwiedzanym portalem społecznościowy osób szukających pracy i pracowników!




Ps. O hey – ho można już przeczytać na m.in.:




1.Video CV i nowy portal społecznościowy dla bezrobotnych: http://www.bezrobocie.org.pl/strona/500759.html


2. http://www.polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=563:hey-ho-tworzmy-internetowy-rynek-pracy&catid=209:dzielnica-publicystow&Itemid=267


3. http://www.kongregacjaprzemyska.com/?url=wydarzenia


4. http://forum.wprost.pl/polska/?w=238759


5. http://ewapioro.salon24.pl/143684,znalezc-prace






                                     

2 komentarze:

  1. Hej,
    dobry pomysł by powyjasniać funkcje serwisu, gdyż w mojej opinii może on byc niezwykle przydatny dla poszukujacych pracy, zleceń oraz sprawdzonej siły fachowej z sąsiedztwa. Najważniejsze jednak sprawa to to, że przełamuje bariery - dyktat ślicznego CV, wprowadzając bardziej praktyczne zasady: rekomendacje, automarketing, szeptane polecanie najlepszych.

    Ludzie którzy zechą przetrenowac ten sposób aktywnego szukania wynagrodzenia zyskaja nie tylko na opinii, obecności w wyszukiwarkach ale także na kreatywności i samodzielności.

    Zajrzyj proszę na mój ostatni post, tam trochę na temat frustracji osób poszukujacych pracy.
    Jest też tam link do Ciebie.

    http://www.antydziad.salon24.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, jak zwykle serdecznie.
    Właśnie taką mam nadzieję, że dzięki Hey - ho poszukujący pracy staną się bardziej kreatywni i samodzielni. Nie wszyscy jednak jeszcze rozumieją drzemiący tu potencjał. No cóż, czeka mnie dużo pracy, by Im to uświadomić.
    Liczę na wsparcie:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń